czyli telewizja od d... drugiej strony
środa, 23 listopada 2011

Obejrzałem zapowiadany jako sensacyjny kolejny odcinek reporterskiego programu TVN 'Superwizjer'. Odcinek miał ujawnić nieujawnione, wyjaśnić niewyjaśnione i ostatecznie odpowiedzieć na pytania. Zasiadłem przed telewizorem i już po kilku minutach wiedziałem, że znowu zostałem nabity w butelkę. 

Zapomniałem ja naiwny, że TVN to przy całej mojej sympatii dla wielu pracujących tam osób taki trochę telewizyjny "Fakt", w którym za okładkowym żółtym słowem SZOK zwykle kryje się jakaś bzdura. Nie, może nawet nie to. Bardziej chodzi o to, że w TVN jak mówią, że coś będzie, to zwykle kończy się na tym, że mówią. 

tvn - wtopaOto więc cały odcinek zapowiadany słowami 'Superwizjer prezentuje nowe sensacyjne, polskie wątki w sprawie zamachu terrorystycznego w Norwegii', był o tym jak reporterzy dochodzili ze znojem do tego do czego dojść im się nie udało. W sensacyjnym tonie i przy użyciu ukrytych kamer uwiecznili i rozpowszechnili jak nadludzkim wysiłkiem udało im się dotrzeć do wiedzy, którą bodaj trzeciego dnia po norweskiej tragedii rozpowszechniły wszystkie gazety, podali ich koledzy z TVN 24 i w osobnych komunikatach przedstawiła sama Policja. Pokazali też zagrodę pana który sprzedał Breivikowi materiały, które ten wykorzystał do budowy swojej bomby - znaliśmy go wszyscy, pokazali pana który sprzedał kiedyś 'panu, który sprzedał Breivikowi' inne chemikalia, ale teraz już sprzedawać mu nie chce. I pokazali jeszcze jednego pana, który też handluje różnymi legalnymi mieszankami, ale ze Szwedami. Co jest ważne, bo Szwedzi z kolei kombinują ze radykałami z Norwegii. I - tu sensacja największa i ostateczny dowód oczywistości polskiego śladu w sprawie norweskiego terroru.... tadam!!! Jeden z panów handlarzy legalnymi chemikaliami zaczął się uczyć szwedzkiego!!! Łał!!! 

I dacie wiarę, że na tym koniec? Czy Polska Policja miała świadomość tych powiązań??? - zapytał na koniec dzielny reporter nie zważając na to, że w reportażu przedstawicielka Policji już to wyjaśniła, i zostawił nas w tej tefałenowskiej niepewności. Tiaaaa...

Wygląda na to, że kunsztem narracji i budowania napięcia postanowiono pokryć koszta wyjazdów reporterów i całą dobrą, nikomu niepotrzebną robotę, którą wykonali. I nie do końca się udało. 

piątek, 18 listopada 2011

Coraz trudniej jest utrzymać widownię dużym, ogólnotematycznym stacjom. Ale jak ktoś jest dobry, to nic nie jest w stanie mu przeszkodzić w osiągnięciu celu. Jednak taki tytuł musi budzić... No właśnie, co budzić? Szacunek? Zdziwienie??? A może tylko... No sami zobaczcie: 

polsat potroił

No nie oszukujmy się, rozbawienie ;)))) Oczywiście chodzi o jedno małe pasmo, w którym poprzednio miał widownię zatrważająco małą, a teraz ma większą. Czego dowiadujemy się już jednak dopiero z tekstu. Bo tytuł przyznacie mylący.
Po pobieżnych obliczeniach wyszło mi, że aby dzięki rzeczonemu serialowi - swoją drogą wyjątkowo szpetnemu - Polsat rzeczywiście potroił swoją widownię, powinno go oglądać regularnie jakieś 15 do 20 milionów. W sensie, że jeden odcinek oczywiście. Trochę mniej, jeśli emitować go częściej. 

Życząc wirtualnym potrojenia widowni (w dolnym jego lewym rogu na przykład) czekam na kolejne wiadomości. 

02:18, jawojtko , okolice
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 listopada 2011

Z przyjemnością przypominam (lub informuję rzeczy nieświadomych), że na publiczną antenę wraca Pan Jan Pospieszalski. Tym razem pod wezwaniem słowa 'bliżej', chociaż nadal w konwencji, że podobno 'warto rozmawiać'. Naprawdę cieszę się, że wraca redaktor Jan na antenę publiczną. Nie tylko dlatego, że będę miał z pewnością pożywkę dla swoich urzędowo niesprawiedliwych felietonów, ale dlatego, że lubię wiedzieć, że głos ma każdy. Bo to właśnie jest ważne. Inna rzecz, jak bardzo bawiło mnie to, na ile program telewizyjny jednego, i to wcale nie najmądrzejszego człowieka stał się sprawą racji stanu dla prawicowych publicystów. Ciekaw jestem co by się stało, gdyby inny radykał dostał swój program i wypełnił prawicową lukę? Jak wtedy motywowano by konieczność powrotu redaktora Jana na publiczną antenę. Czy nadal pół prasy w naszym kraju zajmowałoby się okresowym bezrobociem jednego dziennikarza. 

No nic. W każdym razie w czwartkowym, dzisiejszym wydaniu swojego nowego show zajmie się kwestią Marszu Niepodległości. I zada sobie i gościom następujące pytania: (tak przynajmniej sam to anonsuje) 
- Czy Marsz Niepodległości może komuś przeszkadzać?
- Kto komu daje prawo do świętowania?

A w komunikacie czytamy:

Od kilku lat 11 listopada ulicami Warszawy przechodzi Marsz Niepodległości. Na pomysł organizacji Marszu wpadły środowiska patriotyczne i narodowe. Dla nich świętowanie rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości to powód do dumy. W tym roku uczestnicy świętują pod hasłem „11 tysięcy na 11.11.11”
Ale Marsz budzi też obawy. Środowiska lewicowe organizują własną imprezę „Kolorowa Niepodległa”. Wspierają ich w tym środowiska feministyczne oraz walczące o prawa mniejszości seksualnych.

Do studia przez bohatera-dziennikarza zaproszeni zostali: prof. Jan Hartman – etyk, przeciwnik Marszu Niepodległości, Tomasz Karolak - aktor, uczestnik inicjatywy Kolorowej Niepodległej, Sylwia Ługowska – przedstawicielka środowisk patriotycznych, prof. Jan Żaryn – historyk, członek komitetu honorowego Marszu Niepodległości.
Wśród publiczności zasiądą przedstawiciele zwolenników i przeciwników Marszu Niepodległości.

Pospieszalski Jan Moją uwagę zwróciły charakterystyki gości, dyskutantów. Ten jest przeciwnikiem, tamten uczestnikiem lub członkiem. Ale jak widzę, tylko pani Sylwia Ługowska będzie reprezentowała "środowiska patriotyczne".
Po pierwsze zdziwiła mnie trochę liczba mnoga tych patriotycznych środowisk, i chętnie poznałbym ich podział i przede wszystkim linie tych podziałów, a po drugie, czy aby naprawdę tylko ona była tam patriotką? Ona i pan redaktor Jan oczywiście, bo pani Sylwia pewnie jest akurat jego przedstawicielką. No nic, ciekaw jestem po prostu ile jest środowisk patriotycznych, i ile z nich reprezentuje pani Ługowska. Przekonamy się wieczorem. Cola, popcorn i... HEF FAN! 

„Jan Pospieszalski: Bliżej” 
TVP INFO; czwartek 10 listopada 2011, godz. 22.30;
emisja na żywo; czas 40 minut

Przyglądam się i przysłuchuję tej absurdalnej debacie na temat koszulkowego orzełka i śmiech mnie bierze. Zwłaszcza, że takie się zrobiło oburzenie. Dziennikarz Rymanowski dostał niemal ataku spazmu w swoim środowym programie w TVN 24, ciesząc się, że mógł rzucić troskliwy żart w stronę niejakiego sekretarza Kręciny, pytając: czy teraz (w związku ze zmianą orzełka) przed meczami naszej reprezentacji zamiast hymnu narodowego grany będzie hymn PZPN. 
No boki zrywać, jaki on zabawny, bezkompromisowy i słusznie oburzony.

Cała sprawa z tym nieszczęsnym logiem trochę taka dęta się wydaje. Ja rozumiem, że można się było zdziwić, że nie podobać się to może itd. Ale patriotyzmu bym do tego nie wciągał jednak tak bardzo. Tymczasem wszystkie programy informacyjne, gazety i inne media rzuciły się na orła i PZPN posługując się sprytnie kibicami i ich zdaniem, które właśnie dotyka patriotyzmu, etosu i tradycji w ogóle. No to ja tak pod prąd trochę, narażając się na potępienie płynące z miodnych ust jednego z przywódców ruchu "oburzonych", pana Janka co zatrzymał Anglię Tomaszewskiego.

nowe logo Chociaż oczywiście za głupią mam tę zmianę i niepotrzebną, to jednak przypominam, że jakoś kibicom nie przeszkadzało to, że pan Adam Małysz wzlatywał ku niebu bez orzełka na piersi czy gdziekolwiek. Bez orzełka pomykają po kortach tenisiści (i to wtedy gdy reprezentują Polskę, nie tylko siebie) itd. itp. Bo jest jeszcze przykładów innych kilka. Może więc to nie ma jednak takiego znaczenia. Jakoś nie uważam, że akurat piłkarze są szczególnie ważniejsi od wspomnianych. Zwłaszcza, że i poziom sportowy prezentują niższy, i świat się na nich nie skupia. W przeciwieństwie do wspomnianych Małysza czy tenisistów. 

I na koniec. Tak, chociaż nie czułem potrzeby zmiany godła na logo, to ten nowy orzełek - bo to ewidentnie jest orzełek - podoba mi się. 

poniedziałek, 07 listopada 2011

Do napisania tej notki sprowokowała mnie znaleziona w głębinach internetu czeska wersja czołówki znanego i lubianego przez pół świata polskiego serialu. 

Piosenka o dzielnych pancerniakach zaśpiewana po czesku oczywiście wywołała uśmiech na twarzy mej i wspomnieniach. Zabawa była przednia, bo zgódźmy się, że:

...dojedem zaiste, my cztyzy tankiste 
nasz tank a nasz pes
my cztyzy tankiste dojedem zaiste
nesz otkwetem bes...

...brzmi uroczo.

I pewnie zabawa nieskrępowana głębszą myślą trwałaby jeszcze chwil kilka, gdyby nie znalezisko kolejne.

Otóż wśród pancerniackich urywków znalazłem i ten niemiecki. Przyznacie, że piosenka o na niebie obłokach i po wsiach pełno bzie, śpiewana po niemiecku sama w sobie jest cokolwiek perwersyjna. Ale nie to mnie poruszyło. Wyobraziłem sobie co mali Niemcy musieli czuć kiedy tę radosną podróż naszych dzielnych wojaków okraszoną niewybrednymi komentarzami na temat 'szwabów' (żeby nie powiedzieć mocniej) i trupem niemieckim się ścielącą, oglądali w swoim enerdowskim teleranku.

Jak to się mogło stać, że to było tam za Odrą naprawdę takie popularne? Jak to być mogło, żeby tamtejci rodzice sadzali małych enerdowców przed ekranem mówiąc 'dobrej zabawy'? Przecież to tak, jakby rosjanie nakręcili serial o tym jak świetnie się zabija Polaków i powtarzali że Polacy to najgorsza swołocz, a my odczuwalibyśmy przyjemność z obcowania z tym dziełem. Albo gdyby Niemcy zrobili serial sławiący dokonania ich niezwyciężonej armii w Polsce, a my kazalibyśmy oglądać to naszym dzieciom mówiąc, że to świetna zabawa.

Słabo jakoś. 

15:09, jawojtko , okolice
Link Komentarze (1) »

W związku z niedawną premierą Teatru Telewizji, spektaklem "Boska", nadawanym na żywo z telewizyjnego studia TVP 1, publicyści i ludzie wykorzystywani w mediach jako tzw. najstarsi górale (z racji tego, że zawsze skorzy są do dzielenia się swą pamięcią) zgodnie powtarzali kwestię: "TVP wróciła do tradycji spektakli na żywo".

Teatr TelewizjiPrzecież to tak, jak byśmy weszli do mieszkania, w którym nie ma instalacji gazowej, i chcąc zrobić zupę, rozpalili ogień na środku pokoju i nazwali to "powrotem do tradycji domowego ogniska". 

Przypomnę, że Teatr TV na żywo to nie był sprytny nowatorski zamysł twórców, a konieczność wynikająca z technicznej niedoskonałości epoki, w której powstawał. W dodatku - o zgrozo! - teatr ów to nie tylko dzieła wybitne i epokowe wydarzenia artystyczne. Jednym z takich żywych teatrów była na przykład "Stawka większa niż życie". Tak, "Stawka..." była i teatrem, i na żywo. A niczego jej nie ujmując, wydarzeniem artystycznym trudno było ją nazwać. Jak zresztą sporą część ówczesnego repertuaru tej sceny. Co wcale nie jest żadnym wobec niej wyrzutem.
Ale nawet te największe dzieła nie dlatego były realizowane na żywo, by dodawać im artystycznej głębi. Po prostu można było albo zrealizować za duże pieniądze film na drogiej (i deficytowej jak sznurek do snopowiązałek) taśmie, albo zbudować kartonowe dekoracje i zagrać po kosztach. Ot, i cała "wielka tradycja". 

Co w najmniejszym stopniu nie osłabia mojego entuzjazmu dla teatralnej sceny TVP. Chodzi tylko o to, żebyśmy po jednorazowym sukcesie przygotowanej z rozmachem premiery nie zapomnieli o nieodświętnej codzienności Teatru Telewizji. I żebyśmy o nią dbali. Tak po prostu.

środa, 02 listopada 2011

Prawdę mówiąc czekałem na to doniesienie cały wieczór. Podczas kiedy naród i jegojęzyczne media opiewały wspaniałość pana kapitana Wrony, który latać umie jak orzeł itd. inni szukali prawdy najprawdziwszej.

I tak okazało się, że to nie tyle pan pilot i jego załoga zapobiegli tragedii, co Jan Paweł II do spółki z panem redemptorystą Piotrem Chyłą, który przewidująco przed wejściem do samolotu, wziął był relikwie błogosławionego na pokład.  

Sam rzeczony redemptorysta opowiadając wszystko w TV Trwam w programie "Polski punkt widzenia" przez pół godziny rozpływał się nad wspaniałością załogi, i dopiero jakoś tak po siódmej minucie zdanie wtrącił, że miał przy sobie relikwię, ale "nie chcę powiedzieć, że to dzięki temu...". To jednak wystarczyło członkowi społeczności salon24.pl piszącemu pod wezwaniem "Lubię prawdę" zadać pytanie: 

Czy to zbieg okoliczności, że szczęśliwe lądowanie odbyło się w Dzień Wszystkich Świętych, a redemtorysta o.Chyła miał przy sobie relikwie Błogosławionego  JPII?Czy to kunszt pilota, czy szczęście czy cud za wstawienictewm naszego Papieża, że 231 osób szczęśliwie wylądowało na lotnisku Okęcie w Warszawie?

No tak, gdyby nie wspomniane relikwie, to z tymi umiejętnościami pilota, to jednak na dwoje babka wróżyła. 

Z tym fantastycznym wpisem na salonie, dobrze koresponduje wpis Samuela Pereiry na jego facebookowej ścianie Mediowo:

Polska - kraj gdzie cywile są bardziej chronieni niż Prezydent

Rozumiem, że są to pretensje o to, że w pamiętnym samolocie pamiętnego pana Prezydenta nie było ochronnych relikwii. Bo gdybym przypuszczać miał, że panu Samuelowi chodziło o to, że nad Smoleńsk na wieść o mgle nie wysłano naszych myśliwców F16, żeby ją rozgoniły (i co z tego, że przy okazji doprowadzając do starcia z całymi siłami powietrznymi najpierw Białorusi, a gdyby udało im się je pokonać, to również Rosji) to przestałoby to być zabawne.   

No, ale skoro jasność mamy daną nam przez "Lubię Prawdę" co do kwestii wpływu relikwii na bezpieczeństwo lotu (czy raczej lądowania) to już uszami wyobraźni słyszę sugestię kolejnych mędrców, żeby w każdym polskim (przynajmniej tym prawdziwie polskim) samolocie powinny znajdować się odpowiednio eksponowane relikwie różnych świętych.

Może to mieć i ten skutek, że do cen lotniczych biletów dodano by jeszcze jedną zmienną, czyli rangę i poziom świętości (albo skuteczności) osoby, której relikwia znajdowałaby się na pokładzie. Oczywiście różnica w cenie przekazywana byłaby na rzecz Kościoła.

Najtrudniej byłoby się pewnie dostać do takiego, w którym ciałem (w pewnym sensie) obecny byłby JPII. Chociaż z drugiej strony, jego relikwii jest stosunkowo dużo i wciąż, w razie dużego popytu można sięgnąć po więcej, więc może nie być najdrożej. Gorzej będzie, jeśli szczególną przydatnością w kwestiach lotniczych wykaże się np. szczebel z drabiny, która przyśniła się Jakubowi. Chociaż... W końcu była to drabina do nieba, to szczebli też nie powinno zabraknąć.  

Lubię prawdę

Mediowo

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69