|
Blog > Komentarze do wpisu
Mniej filmu w Teatrze Telewizji. A teatru?
Dowiedziałem się niedawno, że zmniejszona zostanie liczba produkowanych spektakli Teatrów Telewizji w TVP oczywiście. W miejsce spektakli tworzonych specjalnie dla TV, takich które przypominają bardziej niskobudżetowy film telewizyjny niż teatr jako taki, i cenionej „Sceny Faktu”, Telewizja Publiczna będzie teraz rejestrowała spektakle prawdziwych teatrów. I potem emitowała je będzie na swojej antenie. Oczywiście nie wszystkie, oczywiście - jak znam życie i TVP - sporadycznie, ale jednak. Z jednej strony trochę szkoda „Sceny Faktu” i kilku literackich spektakli, które mogłyby powstać, ale z drugiej strony jest to wiadomość dobra. Bardzo dobra nawet. A ja już słyszałem pierwsze tzw. środowiska biadania.
A przecież problem z takim rozwiązaniem mogą mieć tylko ludzie, którzy patrzą na temat bądź to z pozycji swej niespełnionej ambicji i chęci stosunkowo lekkiego (w porównaniu z teatralną siermięgą) zarobku i tacy, którzy widzą go wyłącznie z wielkomiejskiej perspektywy. Tym drugim wydawać się może, że pójść do teatru to żaden kłopot, więc filmowanie spektakli do telewizora nie ma sensu. Według nich, po prostu zerka się do „Co jest grane”, wybiera się i idzie. Zapominają, że większość ludzkości dostęp do prawdziwego teatru ma jednak cokolwiek utrudniony. Niech więc chociaż część z nich ma szansę poczuć – choćby w ten skromny sposób – atmosferę tego miejsca i zobaczyć – chociaż w ten skromny sposób – czym różni się teatr od kina, a jeszcze bardziej od telewizji. Że sztuka teatralna może być równie zajmująca jak serial, który dotychczas wypełniał ich życie. I to taki teatr, który nie jest de facto filmem, tylko nazywa się go „teatr”
Moim zdaniem, jednym z podstawowych, najważniejszych obowiązków TVP powinno być właśnie rejestrowanie spektakli teatralnych, a później możliwie najszersza ich (I BEZPŁATNA) dystrybucja. Co niekoniecznie musi zmniejszać frekwencję w samych teatrach. Bo po pierwsze taka dystrybucja mogłaby się odbywać dopiero po sezonie (żeby nie dublować), a po drugie jestem przekonany, że co najmniej część widzów, którzy nie mieli w planach wybrania się do „żywego” teatru, pod wpływem tego co zobaczą, może się jednak wybiorą. To powinien być element większej, skoordynowanej działalności. Dla dobra nas wszystkich. W tym i TVP.
Większość decyzji w TVP motywuje się oczywiście kwestiami oszczędności. Bo tam myśli się generalnie tylko o pieniądzach. Tę pewnie też podjęto pewnie z takim zamiarem. Bo te misyjne sprawy, to niestety mój, nie ich argument. Ale takie przeniesienia spektakli ze sceny też kosztują. Czasem nawet sporo więcej niż mniej. Z tym, że i na to jest sposób.
Otóż są celowe fundusze w europie. Dziedzictwo kulturowe itd. I oni tam naprawdę chętnie się zajmą wydatnym współfinansowaniem takiego projektu. Problem w tym, że warunkiem takiej współpracy byłoby rozliczenie się z każdego euro po stronie TVP. A przy ul. Woronicza lepsi są w wydawaniu. Im mniej konkretnie tym lepsi. Tu musiałby być konkret, a z tym tylko problem, nie?
No i rzecz najważniejsza, ktoś musiałby przygotować odpowiedni wniosek, zgłębić właściwe akty prawne i regulaminy, a tęgie prawnicze głowy w TVP zajęte są – o czym zapewnia co pół godziny w każdym z kanałów TVP pan Kurzajewski, okresowo zmiennie w towarzystwie pań Szulim, Chylewskiej czy Popek – nadzorem nad esemesowymi konkursami, stanowiącymi obecnie już chyba jedyną formę telewizyjną, która liczyć może na stałe i gęste miejsce w ramówce.
Ale łatwiej jest skupić sięa narzekaniu. Bo to takie bardziej nasze.
Dowiedziałem się niedawno, że zmniejszona zostanie liczba produkowanych spektakli Teatrów Telewizji w TVP oczywiście. W miejsce spektakli tworzonych specjalnie dla TV, takich które przypominają bardziej niskobudżetowy film telewizyjny niż teatr jako taki, i cenionej „Sceny Faktu”, TVP będzie teraz rejestrowała spektakle prawdziwych teatrów. I emitowała je potem na swojej antenie. Oczywiście nie wszystkie, oczywiście - jak znam życie i TVP - sporadycznie, ale jednak. Z jednej strony trochę szkoda „Sceny Faktu” i kilku literackich spektakli, które mogłyby powstać, ale z drugiej strony jest to wiadomość dobra. Bardzo dobra nawet. A ja już słyszałem pierwsze tzw. środowiska biadania.
A przecież problem z takim rozwiązaniem mogą mieć tylko ludzie, którzy patrzą na temat bądź to z pozycji swej niespełnionej ambicji i chęci stosunkowo lekkiego (w porównaniu z teatralną siermięgą) zarobku i tacy, którzy widzą go wyłącznie z wielkomiejskiej perspektywy. Tym drugim wydawać się może, że pójść do teatru to żaden kłopot, więc filmowanie spektakli do telewizora nie ma sensu. Według nich, po prostu zerka się do „Co jest grane”, wybiera się i idzie. Zapominają, że większość ludzkości dostęp do prawdziwego teatru ma jednak cokolwiek utrudniony. Niech więc chociaż część z nich ma szansę poczuć – choćby w ten skromny sposób – atmosferę tego miejsca i zobaczyć – chociaż w ten skromny sposób – czym różni się teatr od kina, a jeszcze bardziej od telewizji. Że sztuka teatralna może być równie zajmująca jak serial, który dotychczas wypełniał ich życie. I to taki teatr, który nie jest de facto filmem, a tylko dla potrzeb ramówki nazywa się go „teatrem”.
Moim zdaniem, jednym z podstawowych, najważniejszych obowiązków TVP powinno być właśnie rejestrowanie spektakli teatralnych, a później możliwie najszersza ich (I BEZPŁATNA) dystrybucja. Co niekoniecznie musi zmniejszać frekwencję w samych teatrach. Bo po pierwsze taka dystrybucja mogłaby się odbywać dopiero po sezonie (żeby nie dublować), a po drugie jestem przekonany, że co najmniej część widzów, którzy nie mieli w planach wybrania się do „żywego” teatru, pod wpływem tego co zobaczą, może się jednak wybiorą. To powinien być element większej, skoordynowanej działalności. Dla dobra nas wszystkich. W tym i TVP.
Większość decyzji w TVP motywuje się oczywiście kwestiami oszczędności. Bo tam myśli się generalnie tylko o pieniądzach. Tę pewnie też podjęto pewnie z takim zamiarem. Bo te misyjne sprawy, to niestety mój, nie ich argument. Ale takie przeniesienia spektakli ze sceny też kosztują. Czasem nawet sporo więcej niż mniej. Z tym, że i na to jest sposób.
Otóż są celowe fundusze w europie. Dziedzictwo kulturowe itd. Instytucje zarządzające funduszami europejskimi naprawdę chętnie zajmą się wydatnym współfinansowaniem takiego projektu. Problem w tym, że warunkiem takiej współpracy byłoby rozliczenie się z każdego euro po stronie TVP. A przy ul. Woronicza lepsi są w wydawaniu. Im mniej konkretnie tym lepsi. Tu musiałby być konkret, a z tym tylko problem, nie?
No i rzecz najważniejsza, ktoś musiałby przygotować odpowiedni wniosek, zgłębić właściwe akty prawne i regulaminy, a tęgie prawnicze głowy w TVP zajęte są – o czym zapewnia co pół godziny w każdym z kanałów TVP pan Kurzajewski, okresowo zmiennie w towarzystwie pań Szulim, Chylewskiej czy Popek – nadzorem nad esemesowymi konkursami, stanowiącymi obecnie już chyba jedyną formę telewizyjną, która liczyć może na stałe i gęste miejsce w ramówce.
Ale łatwiej jest skupić się na narzekaniu. Bo to takie bardziej nasze.
wtorek, 09 marca 2010, jawojtko
|
|